czwartek, 1 czerwca 2017

Płacisz za wszystko

... nawet, jeśli nie zdajesz sobie z tego sprawy. Widmo czekających mnie przez najbliższe miesiące problemów sprawiło, że zrozumiałam, że wszystko ma swoją cenę. Nic w życiu nie ma za darmo.
I bardzo dobrze!




Na wstępie - dziękuję Wam serdecznie za tak pozytywny odbiór mojego poprzedniego tesktu. Przekonałam się, że zrobiłam bardzo dobrze, wyrzucając z siebie te słowa. Dla osób, które nie zauważyły - dorzuciłam pod koniec tekstu ważną adnotację. Zapraszam tutaj.


Ostatnio robiłam sobie porównanie - jak by wyglądało moje życie w Polsce po studiach, a jak będzie wyglądać we Włoszech. No cóż, w Polsce raczej nie miałabym problemu ze znalezieniem przyzwoitej pracy. Ok, na pewno nie byłoby to spełnienie marzeń :D Ale coś by się znalazło. We Włoszech... no cóż, pewnie będę musiała zacząć od pracy, do której nawet i matura mi niepotrzebna :) I zaczęłam się zastanawiać - czy robię dobrze, zostając we Włoszech, czy robię źle.
A potem uświadomiłam sobie inne rzeczy.
Kurczę, może jednak nie będzie tak źle z pracą! Ale za to, jakie mam super życie!
Serio, prowadzę takie życie, jakie zawsze chciałam prowadzić. Tworzymy wspaniały dom, jestem niezależna, rozwijam się. Żyję we Włoszech, halo halo! zawsze chciałam tu mieszkać! Mam super pogodę :) Biegam. Robię to, co mi się podoba i nie muszę się do nikogo dopasowywać. To ja rządzę swoim życiem i swoim czasem. I jestem szczęśliwa. Tak po prostu.
I płacę za to. Płacę tym, że prawdopodobnie będę miała ogromne problemy z pracą. Ale to wszystko inne jest tego warte!

Odwróćmy sytuację. Powiedzmy, że zostałam w Polsce.

a) znalazłam pracę w rodzinnym mieście. Nie martwię się, bo pracę mam stabilną. Na dobrą sprawę mogę mieszkać u rodziców, więc rachunki i zakupy dzielone na wszystkich domowników. Ale co z tego, skoro mieszkam z rodzicami? Skoro mieszkam w moim rodzinnym mieście, które lubię czasem odwiedzić, no ale... odwiedzić właśnie. To jest cena za spokojną, pewną pracę.

b) postanowiłam szukać po całej Polsce. Nieważne, czy to Łódź, czy Warszawa. Trochę oszczędności mam, więc spoko. Ale teraz muszę też szukać mieszkania. Na początek nie będzie mnie stać na wynajem całego, więc pewnie czeka mnie dzielenie mieszkanie z innymi. A ja lubię wolność. Lubię chodzić nago po mieszkaniu, tak po prostu. Kochać się, gdzie popadnie. W tej opcji odpada.

Dlatego cieszę się swoim życiem. Zdałam sobie z tego sprawę, kiedy zamiatałam podłogę. Zamiatałam podłogę w domu, w miejscu, który nazywam domem i czuję się tu jak nigdzie indziej. Podłogę, którą dzielę z człowiekiem, którego w życiu nie spodziewałabym się spotkać - a jednak. I tak po prostu siedzę teraz na kanapie, a tem człowiek siedzi na drugim jej końcu. Ja piszę, on pewnie scrolluje fejsa. W tle gra TV. Do mieszkania dobiegają dźwięki z ulicy. Okna są otwarte, bo jest gorąco, więc to już sezon na otwarte okna. A ja czuję się szczęśliwa. I czuję, że było warto zapłacić czymś innym, żeby mieć teraz to, co mam.

Także cóż, wszystko ma swoją cenę :) Ale czy wolność i życie po swojemu to nie największe skarby? Dlatego próbuję.

A Ty, ile jesteś w stanie zapłacić za wolność?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz