poniedziałek, 17 lipca 2017

Czuję się oszukana

Hej!

Weekend spędziłam w Perugii, na Umbria Jazz. Wiadomo, jak to na imprezach masowych bywa - kontrole, bramki itp itd. 
Sam weekend wspominam świetnie! Wybawiłam się porządnie i odpoczęłam (ok, moja wątroba już mniej). Jednak między znajomymi pojawiły się dyskusje na temat sensu tych wszystkich zabezpieczeń (a może "zabezpieczeń"?). I właśnie o Wasze zdanie w tym temacie chciałam Was spytać...




Żeby dostać się na plac koncertowy, trzeba się "pokazać" panom ochroniarzon. No ok, normalka. Facetom lekko pomacają kieszenie, a kobietom zajrzą do torebek z latareczką. Wszystko gra, no nie?

No nie do końca.
Wyobraźcie sobie torebkę. Niedużą. Ale sztywną. Coś w tym stylu:
Klikajcie - zrozumiecie też o jaką wielkość mi chodzi, moja jestm bardzo podobna

A w środku takiej torebeczki kobiecy zestaw przetrwania:
telefon (5,5 cala + futerał), dwa portfele, e-papieros, fajki, okulary przeciwsłoneczne, pendrive (ok, nie wiem co tam robił), dwa liquidy do e-papierosa (trzeba mieć zawsze wybór :D ), power-bank, podpaski, chusteczki higieniczne, słuchawki, żel antybakteryjny do rąk, kilka paragonów, pomadka ochronna do ust, stick na ugryzienia po komarach no i kluczyk do pokoju w hostelu. 

Wiecie, torebka ledwo się dopina, jak chcę coś z niej wyjąć, to muszę mieć asystenta, co potrzyma ze 3 rzeczy z wierzchu, zanim się dokopię do tej gumki do włosów, co ją mam na dnie. O właśnie, dorzućmy jeszcze gumkę do włosów do tej listy :D
Myślę, że macie ten obraz. Pamiętacie, że torebka jest sztywna? Więc dotknięcie ręką spodu nic nie znaczy. Nie wiadomo, co jest w środku. No ale dobra, to tylko dotknięcie ręką. Ale przecież zaglądają do torebek!
No, zaglądają. Z latareczką nawet! Na ile im otworzyłam torebkę, na tyle tam zajrzeli. I poza telefonem i portfelem nie było nic widać. A widzicie, że lista rzeczy, które tam miałam jest dość długa. Mogłam mieć tak wszystko! I nikt by się nie zorientował. Skoro sprawdzali tak mnie, sprawdzali tak też inne torebki. No ale przecież bodygardy stoją i krzyczą na ludzi, kontrolujo nawet, to bezpiecznie, nie? :D
Śmieszne.

Pominę fakt, że to tylko jeden ze sposobów, w jaki ktoś mógłby zrobić kuku wieeelu osobom.

Jak dla mnie, to oni tam więcej zamieszania robili (kolejka na 200 osób, "bo w środku za dużo ludzi" - nie można się skontaktować z drugą stroną imprezy i dowiedzieć, ile osób wychodzi? akurat wejście i wyjście było tak zorganizowane, że nie byłby to problem), niż pilnowali bezpieczeństwa. To nie powinno tak wyglądać. To zwykłe nabijanie ludzi w butelkę. Właśnie dlatego czuję się oszukana.

I wiecie co? W takiej sytuacji wyśmiałabym wszystkie dyskusje na temat bezpieczeństwa, ochrony itp itd. Bo takie zabezpieczenie imprezy to nie zabezpieczenie! To pokazanie "o, patrzcie jak się staramy", a tak na serio "ee, nie chce mi się, udam, że coś tam sprawdzam i krzyknę czasem na tłum, hehe". I to jest beznadziejne. Nie wdaję się w dyskusje "a ja tam nie jadę bo tam niebezpiecznie" - coś ma mi się stać, to mi się stanie. Oczywiście nie mówię tutaj o sytuacjach oczywistych, jak na przykład chodzenie samej nocą po mieście. Ale nie odmówię sobie wyjazdu ze znajomymi na festiwal, bo jak coś ma się stać, to sie stanie, jak nie tu, to gdzie indziej! Fakt, przeraża mnie to, co się dzieje na świecie.
Ale jeszcze bardziej przeraża mnie, że ludzie tak dają się nastraszyć, że boją się żyć. To jest o wiele gorsze.



Macie swoje przemyślenia w tym temacie? 
Chciałabym je poznać :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz